2 XI 2007 Upadek waluty upadkiem mocarstwa
W ostatnim dniu października amerykański bank centralny Federal Reserve po raz kolejny obniżył stopy procentowe
dolara. Zamierzeniem tej operacji było wpompowanie kolejnego strumienia tanich pieniędzy w amerykańską
ekonomię w celu podtrzymania koniunktury giełdowej.
Ostatnimi czasy ekonomia amerykańska coraz bardziej zaczyna przypominać starą dziurawą dętkę. Dopóki otwór był
mały dopompowywanie (obniżka stóp) dawało długotrwałe efekty. W miarę zwiększania się rozmiarów dziury trzeba
było częściej dopompowywać tą dętkę, a rezultaty tego zabiegu były coraz to krótsze. Po ostatniej obniżce stóp
procentowych „euforia” na nowojorskiej giełdzie nie trwała nawet jednego dnia i wszystko wskazuje na to, że cała
dętka jest już tak podziurawiona,że nie nadaje się do użytku. Wieloletnie działania amerykańskich „geniuszy
finansowych” pokroju „polskiego” Balcerowicza doprowadziły za to dolara do punktu krytycznego załamania.
W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy dolar stracił w stosunku do euro około 14% podczas gdy w ostatnich trzech 6%
(waluty.onet.pl). Tak gwałtowne przyspieszenie spadku wartości może świadczyć o przekroczeniu psychologicznego
progu za którym jest już tylko free fall. Konsekwencje takiej sytucaji mogą być katastrofalne nie tylko dla USA ale i
całej światowej ekonomii a pośrednio dla ładu politycznego i społecznego naszego globu.
Paul Craig Roberts, Assistant Secretary of the Treasury w administracji Reagana i edytor the Wall Street Journal,
omawia to zagadnienie w swoim najnowszym artykule pt. The Wages of Hegemony: Kiedy 20 stycznia 2009 roku
obecny lokator Białego Domu zostanie zastąpiony przez nowego, zastanie on Amerykę pogrążoną w niekończącej
się wojnie na Bliskim Wschodzie i posiadającą zrujnowaną walutę. To jest ten pozytywny scenariusz. Negatywny
nastąpi wtedy gdy jakaś „narodowa sytucaja wyjątkowa” umożliwi Bushowi wypróbowanie National Security
Presidential Directive NSPD-51 i Homeland Security Presidential Directive HSPD-20 w celu odwołania wyborów w
roku 2008.
W międzyczasie, wiceprezydent Dick Cheney usiłuje przeprowadzić „zmianę reżimu” w Iranie. IAEA (International
Atomic Energy Agency), która odpowiedzialna jest za wdrażanie Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej, nie
znajduje dowodów na irańskie próby konstrukcji takowej. Dodatkowo Iran nie jest sygnatariuszem tego Układu. Nie
przeszkadza to jednak „społeczności międzynarodowej” w planach zaatakowania tego kraju. Propaganda rozsiewana
przez środki masowego przekazu, przekonała większość Amerykanów o „irańskim niebezpieczeństwie”. Ostatnie
badanie opinii publicznej, dokonane 30 października przez Zogby International , pokazuje że 52% Amerykanów
popiera atak na Iran. Jak widać poziom inteligencji tego społeczeństwa dorównuje POlskiemu, które gotowe jest
uwierzyć w każdą brednię pod warunkiem, że pochodzi ona z „szanowanego publikatora” i odrzucić nawet najbardziej
oczywistą prawdę o ile nie znajduje jej na pierwszej stronie szmatławca wybiórczego czy jakiejś innej polskojęzycznej
gadzinówki.
Wojna w Iraku trwa już pięć lat i kosztuje amerykańskiego podatnika trylion (wg. anglosaskiego nazewnictwa milion
milionów) dolarów, a amerykańscy generałowie i neokonserwatywni ideologowie przewidują jej kontynuację przez kilka
następnych dekad.
Sam koszt wojny jest jednak niczym w porównaniu do tego co ona uczyniła z dolarem jako walutą rezerwową.
Roberts pisze: Od 2001 roku wartość euro wzrosła o 60% w stosunku do dolara i traci on satus waluty rezerwowej na
korzyśc tego europejskiego pieniądza. Waluta nieistniejącego państwa jest bardziej ceniona niż dolar. Ucieczka od
waluty rezerwowej nie jest normalna i następuje tylko wtedy gdy przeważa przeświadczenie, że nie może ona dłużej
spełniać swej roli. Już teraz można założyć, ze euro przejmie rolę waluty rezerwowej przed końcem przyszłego roku.
Rząd amerykański nie rozumie, że potęga USA opiera się nie na broni lecz sile jej finansów reprezentowanej przez
dolara. Kiedy potęga jego przeminie, Stany Zjednoczone przestaną odgrywać rolę supermocarstwa. Załamanie się
amerykańskiej potęgi może być dramatyczne, ale dodatkowy wzrost wartości euro spowoduje dalsze problemy
gospodarcze w Europie wywołane zmniejszeniem się eksportu i ucieczką sektora produkcyjnego poza Jej granice.
Wywołana tym walka pomiędzy europejskimi stolicami w obszarze polityki gospodarczej może zagrozić nie tylko euro
ale i samej Unii, pozostawiając Świat bez waluty rezerwowej a Amerykę bez sojusznika.
Stare polskie przysłowie powiada, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Turbulencje wywołane światowym
kryzysem gospodarczym, politycznym i społecznym mogą zmieść raz na zawsze POlskie łżeelity wraz z ich
przywódcami pokroju Kwaśniewskiego czy Tuska. POkolenie JP2 pozostanie wtedy bez pasterzy i zostanie zmuszone
do samodzielnego myślenia. A co z tego wyjdzie zobaczymy.
Ignacy Nowopolski