POLSKA PANORAMA POLSKA PANORAMA POLSKA PANORAMA POLSKA PANORAMA POLSKA PANORAMA POLSKA
        Edukacja i Kultura w „Wolnym Świecie”


Snując porównania poszczególnych dziedzin życia okresu totalitaryzmu komunistycznego z obecnym zwanym
„wolnym” lub „demokratycznym”, nasuwa się spostrzeżenie, że jedynymi sferami które w komunizmie funkcjonowały
lepiej były bezpieczeństwo publiczne oraz oświata i kultura.  O ile łatwo wytłumaczyć lepszą jakość  bezpieczeństwa
publicznego w państwach rządzonych głównie przez „Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego” lub ich
odpowiedniki, o tyle wato zastanowić się nad przyczynami dla których edukacja i kultura są obecnie w gorszej
kondycji niż w okresie realnego socjalizmu.

Władcy komunistyczni zdawali sobie dobrze sprawę ze słabości ich systemu w konfrontacji z, jak to wtedy określano,
kapitalizmem.  Aby choć częściowo zrekompensować tą niekorzystną sytuację, postanowili wypełnić przynajmniej
część głoszonych przez siebie haseł do jakich zaliczał się miedzy innymi slogan „oświata i kultura dla mas”. Nie
dotyczyło to oczywiście całości tych sfer życia społecznego.  Wszystko to co miało służyć ideologii nie mogło się
swobodnie rozwijać.  „Klasa robotnicza” ukulturalniana była przez rozdawnictwo w zakładach pracy darmowych
biletów na różnorakie koncerty i spektakle.  Dobry poziom programów kulturalnych w telewizji dostarczał
społeczeństwu strawy intelektualnej w jeszcze szerszym zakresie.  Równocześnie tzw. „twórcy” poddani byli
restrykcjom ideologicznym, pozwalającym dobrze funkcjonować w tej sferze tylko sługom reżimu.  O ile w szkołach i
na uczelniach, mogły być bez restrykcji oferowane i dobrze rozwijane nauki ścisłe, o tyle „segment ideologiczny” tzn.
dziedziny społeczno-ekonomiczne obsadzone były przez zawodowych kłamców wysługujących sie reżimowi.

Wydawać by się mogło, że w momencie transformacji ustroju, zmianom ulegać  powinna ta „zideologizowana” część
a pozostałe dobrze funkcjonujące pozostać nienaruszone. Stało się jednak dokładnie na odwrót.

W czołowych programach telewizji można było ogądać tych samych „ekspertów”, którzy jeszcze tak niedawno głosili
wyższość jedynie słusznej ideologii z „kraju rad” nad „zgniłym” kapitalizmem, zapewniających teraz widzów, że
kapitalistyczny „globalizm” zapewni im szczęście i dobrobyt.  Całe tabuny specjalistów od „ekonomii socjalizmu”
zajęło się naprawą zniszczonej przez socjalizm gospodarki.  Szczególnie jeden „profesor” ze szkółki przy Komitecie
Centralnym PZPR zaczął brylować na politycznych salonach, przypominając swoją osobą innego naszego rodaka ze
starego dowcipu, który podczas egzaminu na księgowego, zapytany ile jest dwa razy dwa odparł: „A ile ma być?”.

Czemu tak się działo?  Odpowiedź wydaje się prosta.  Kłamstwo to taka sama sztuka jak np. taniec na linie i dlatego
może być wykonywane w każdym cyrku.

Dlaczego jednak „zachód” nie chciał skorzystać z dobrych doświadczeń systemu edukacyjnego krajów
postkomunistycznych, a naciskał na jak najszybszą reformę oświaty i doprowadzenie jej do „standardów unijnych”?  
Czyżby tylko wrodzona megalomania nie pozwalała im zauważyć lepszej kondycji tejże w krajach byłego bloku
wschodniego?

Zachód zdawał sobie sprawę z jej jakości, podobnie jak z potencjalnej konkurencyjności zmodernizowanych
gospodarek krajów bloku wschodniego.  Jeżeli chodzi o gospodarkę Polski, to „skasował” ją wspomniany już
„profesor”.  Zaraz po wprowadzeniu jego „planu” w życie, tylko w pierwszym kwartale 1990 roku skurczyła się ona o
25%. Dla porównania ostatni konflikt w Libanie spowodował kontrakcję jego gospodarki o 5%. Wywołało to lament
na skalę światową, konferencje donorów, strumienie pomocy humanitarnej z całego świata, nie wyłączając
zrujnowanej Polski.  Czy coś podobnego miało miejsce w 1990 roku w stosunku do Polski? Pytanie to jest
oczywiście czysto retoryczne.

W koncepcji globalistycznego kapitalizmu, najlepszym obywatelem jest tzw. „idealny konsument”.  Osobnik, który nie
tylko da się bez protestu prowadzić na sznurku skorumpowanych polityków służących interesom globalnych
władców „wolnego świata”, który uwierzy w największy nawet nonsens pod warunkiem, że podany będzie przez
wszystkie większe stacje telewizyjne, ale także kupi wszystko co podsuną mu wspomniani władcy.  Taki „idealny
konsument” powinien być możliwe mało wyedukowany i z wąskimi horyzontami nastawionymi tylko na konsumpcję.  
Takiego człowieka od lat produkuje zachodni system edukacji, zajęty głównie informowaniem uczniów jak uchronić
się przed HIV czy niepożądaną ciążą, jak odczytywać datę ważności na produktach i tym podobne „praktyczne”
informacje.  Taki system musiał być natychmiast wprowadzony w krajach postkomunistycznych, by uchronić
zachodnie społeczeństwa przed epidemią intelektu.  Ze smutkiem należy stwierdzić, że również w tej dziedzinie
Polska została „prymusem” bloku, błyskawicznie osiągając najgorsze standardy porównywalne tylko z publicznym
szkolnictwem Stanów Zjednoczonych.  

Gwoli ścisłości trzeba podkreślić, że w całym „wolnym świecie” istnieją też instytucje szkolnictwa prywatnego.  Nie
koniecznie zawsze na wysokim poziomie, ale zawsze zabezpieczające ucznów przed handlarzami narkotyków,
bójkami na noże, strzelaninami z pistoletów i inną codziennością szkół publicznych. Problem jest w tym, że ogromnej
większości społeczeństwa nie stać na opłacanie edukacji swoich pociech.

W ślad za tak ukształtowanym człowiekiem idzie i kultura.  Nie tylko koneser, ale i   człowiek, który poznał np. polskie
rzemiosło ludowe, nie kupi swemu dziecku lalki Barbie do zabawy.  Człowiek, który choć trochę liznął dobrej
literatury, nie będzie oglądał większości hollywoodzkich produkcji filmowych.  Aby więc zapewnić zbyt, profil edukacji
i skorelowany z nim poziom kultury masowej muszą współgrać z ofertą konsumpcyjną a nie z celem uszlachetnienia
rodzaju ludzkiego.  Prawdziwa kultura należy więc do wązkich elit, a masom serwuje się nawet nie sztukę użytkową,
ale „kicz użytkowy”.

Szkolnictwo wyższe też wygląda w „przodujących krajach zachodu” inaczej niż to się Polakom wmawia, ale to temat
do innej dyskusji.  Ten można zakończyć sloganem ze starego programu Wałów Jagiellońskich:  „Nawet najlepszy
uniwersytet nie zastąpi solidnej szkoły podstawowej”.  W okresie komunizmu, kiedy program ten był prezentowany,
był to tylko dowcip. Teraz w „wolnym świecie” trzeba go brać na serio.

Ignacy Nowopolski