3 VI 2007 Filozofia Zarządzania Współczesnymi Przedsiębiorstwami Ery Globalizmu Kapitalistycznego
Wraz z nastaniem i rozwojem ery przemysłowej (kapitalistycznej) ewoluowały też równolegle metody i filozofia
zarządzania przedsiębiorstwami. W początkowym okresie gdy zakłady były niewielkie i przeważnie własnością jednej
osoby lub rodziny, wszystko opierało się na woli i „zdrowym rozsądku” właścicieli, bez formalnych systemów
zarządzania. W miarę rozwoju techniki i wielkości przedsiębiorstw systemy formalizowały się w oparciu o „kościec”
technologiczny, w którym zasadniczą rolę grała kadra inżynieryjno-techniczna. Coraz istotniejszą, ale ciągle
pomocniczą rolę, zaczęły odgrywać firmy nieprodukcyjne exemplum handlowe, a zwłaszcza finansowe.
Jednakże w pewnym momencie opisywanego rozwoju, dla dużej części społeczeństw „zaświeciła jutrzenka komunizmu”.
Firmy zostały znacjonalizowane, profesjonalne elity straciły stanowiska, apanaże, a często i życie. Wszechobecnym
systemem zarządzania państwami, narodami i gospodarką stała się ideologia. W miarę „postępów w budowie
komunizmu”, wytworzyła się też „arystokracja gospodarcza” czyli tzw. „nomenklatura”. Dla jej wsparcia powołano
najprzeróżniejsze „instytuty marksizmu-leninizmu”, „ekonomii socjalistycznej”, „planowania”, etc., etc. Do tych sfer, jak
muchy do świeżych odchodów, lgnęły wszelkiej maści szumowiny, hochsztaplerzy i oszuści. Nie ma tu potrzeby
opisywania jaki był rezultat tego „socjalistycznego eksperymentu”.
W międzyczasie pozostała część ludzkości podążała dalej drogą kapitalistyczną. W miarę jej ewolucji i rozwoju,
pojedyncze firmy łączone były w konglomeraty zwane korporacjami o coraz bardziej rozmytym wizerunku
własnościowym. Obecnie w przodujących krajach kapitalistycznych opanowały one lwią cześć gospodarki.. Najbardziej
wysublimowaną ich formą są tak zwane „holdingi” (od angielskiego słowa utrzymywać, posiadać). Z drugiej strony
większość dużych i średnich przedsiębiorstw przestała być firmami prywatnymi (private companies) i poprzez wejście na
giełdę stała się według nomenklatury amerykańskiej „publicznymi” (public companies). Publiczne przedsiębiorstwa
różnią się od prywatnych ogromnym poszerzeniem bazy właścicielskiej. Każdy kto posiada choć jedną akcję danej
firmy staje się jej nominalnym współwłaścicielem. W istocie swego funkcjonowania firmy te stają się odpowiednikiem
tego co w nomenklaturze realnego socjalizmu zwało się „przedsiębiorstwem państwowym” ze wszystkimi tego
konsekwencjami. Teoretyczne każdy obywatel posiadał w nim swój udział, w praktyce zaś zarządzała nim klika
czerwonych gangsterów. W kapitalistycznych przedsiębiorstwach publicznych miejsce „czerwonych gangsterów” zajęli
główni udziałowcy, którzy nawet nie mając pakietu większościowego, kontrolują radę nadzorczą w taki sam sposób jak
komitety partyjne kontrolowały dyrekcje państwowych przedsiębiorstw. Siłą napędową gospodarki socjalistycznej
stanowiła jej ideologia, podczas gdy w globalizmie kapitalistycznym są nią finanse.
Od ponad stulecia symbolem „człowieka finansów” był tak zwany „księgowy” lub „buchalter”. Jego osoba kojarzyła się
trafnie z ograniczonym umysłowo człowieczkiem w zarękawkach, tonącym w morzu cyfr i podliczeń. Jakkolwiek był on
potrzebny w przedsiębiorstwie, to jednak nikomu nie wpadła do głowy idea postawienia go za jego sterem. W
globalizmie, człowieczek ten został podniesiony do rangi „financial director” lub „financial analyst” (gdy mowa o giełdzie
lub banku) i wmontowany w ścisły zarząd firmy, gdzie na spółkę z takimi „specjalistami” jak „sales director” i „marketing
director” decydują o jej losie. Ekwiwalentem „szkół marksizmu i leninizmu” w systemie globalizmu kapitalistycznego stały
się różnorakie „szkoły zarządzania” oferujące tak atrakcyjnie brzmiące tytuły MBA (Master of Bullshit Administration). Dla
zamaskowania ignorancji „kadry kierowniczej”, która podobnie jak w realnym socjalizmie, wędruje exemplum od
stanowiska prezesa zarządu masarni, do dyrektora firmy spedycyjnej, instaluje się w przedsiębiorstwach przeróżne
„systemy” zarządzania takie jak GMP (Good Manufacturing Practices), TQM (Total Quality Management), czy unijne
ISO. Dla sprawdzenia niezawodności ich funkcjonowania angażuje się przeróżne firmy auditorskie, consultingowe, etc,
które jak muchy do świeżych odchodów....tak, tak samo jak w realnym socjalizmie.
I tak dochodzimy do socjalistycznego punktu wyjścia. Nie powiodła się komunistyczna droga (przynajmniej długofalowo)
zmierzająca do wyzucia z rzeczywistego prawa własności poszczególnych jednostek, a już na jej miejscu pojawił się
globalizm kapitalistyczny, osiągając ten rezultat sposób pośredni.
Gwoli dokładności należy tu zaznaczyć,że „buchalterzy” i przeróżnej maści „rycerze MBA” są nieco lepszymi zarządcami
od „czerwonych gangsterów” w związku z czym przedsiębiorstwa te funkcjonują lepiej niż te z ery realnego socjalizmu.
Zmusza je też do pewnej efektywności segment stricte prywatny, ciągle jeszcze funkcjonujący w gospodarce
globalistycznej.
Nie można jednak nie zauważyć, że na horyzoncie znów pojawiła się „jutrzenka socjalizmu”, który w USA wprowadzany
jest powoli i metodycznie, a w Unii błyskawicznie i chaotycznie. Jeżeli więc społeczeństwo polskie nie obudzi się w porę
z letargu, znajdzie się w punkcie wyjścia, jak w koszmarze sennym, w którym poszukując wyjścia z matni powraca się
ciągle na to samo miejsce.
Los ten może stać się udziałem całego globu, ale byłby szczególnie tragiczny dla społeczeństw postkomunistycznych,
którym pod pozorem „prywatyzacji” zniszczono, lub ponownie „skomunizowano” gospodarkę, a zamiast wolnego rynku,
będącego naturalną drogą odbudowy i rozwoju, wciśnięto „standardy unijne” i rynkowe reality show w reżyserii
szamanów marketingu.
Ignacy Nowopolski