14 I 2008 Teraz globalizm, a co potem?
Klasyk socjalistycznej demagogii W.I. Lenin znany jest z powiedzenia, że byt kształtuje świadomość. Akurat ten
dogmant jest zgodny z prawdą i na nim zasadza się cała taktyka społecznej inżynierii socjalizmu. Współzależność bytu
i świadomości jest zresztą obustronna i trzeba podkreślić, że również świadomość kształtuje byt człowieka. W osobie
ludzkiej przenikają się i wzajemnie na siebie oddziaływują psyche (świadomość) i byt materialny. W wymiarze
społecznym jest to sprzężenie zwrotne pryncypiów, postaw i zachowań z gospodarką. Tę ostatnią można zdefiniować
jako sferę mającą za zadanie podtrzymanie i rozwój życia materialnego homo sapiens.
Już we wczesnym rozwoju społecznym, człowiek uznał wzajemną wymianę towarów i usług za najefektywniejszą formę
gospodarowania. Specjalizacja jednostek i grup społecznych w poszczególnych dziedzinach wytwórczości dawała
bowiem lepsze rezultaty niż indywidualne zaspokajanie wszystkich potrzeb osoby ludzkiej. To spowodowało narodziny
handlu, w którym, w łacińskim obszarze cywilizacyjnym, przodowały nacje Bliskiego Wschodu. Kolejnym
usprawnieniem był pieniądz, wynaleziony przez jedną z tych nacji (Fenicjan). Natomiast dziełem Arabów był wygodny
system rachunkowy, który z czasem wyparł rzymski. W ten sposób powstały podwaliny finansów, mistrzami których
byli niewątpliwie bliskowschodni Azjaci.
W miarę upływu wieków, finanse i handel odgrywały w życiu gospodarczym narodów coraz większą rolę. Stawały się
one coraz bardziej skomplikowane,a kontrolę nad nimi, w znacznej mierze, sprawowali wspomniani uprzednio Azjaci.
Pomimo, że zasadniczą wartością i celem gospodarki była produkcja dóbr materialnych, to nie kto inny tylko handlarze
i bankierzy czerpali z nej gros zysków. Na dodatek finanse pozwalały w paktyce kontrolować cała gospodarkę, a tym
samym wywierać przemożny wpływ na życie społeczno-polityczne poszczególnych narodów. Azjaci ci osaczali królów i
magnaterię tak w Polsce jak i innych krajach, pasożytując na wysiłku twórczym całych narodów. Ich nigdy
nienasycona zachłanność miała krytyczne znaczenie w tworzeniu patologicznych nierówności ekonomicznych, czego
rezultatem było wykreowanie idei socjalizmu. Według jego teorii, śwat nie dzielił się na kultury, rasy, narody; ale na
klasy wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Dzięki szczególnie drastycznym problemom gospodarczym spowodowanym
Wojną Światową w Rosji i kryzysem lat 30-tych w Niemczech, socjalizm zatriumfował w tych krajach. O ile niemiecki
epizod, trwający zaledwie dwanaście lat, nie miał uniwersalnego wpływu na gospodarkę światową, o tyle rosyjski
odcisnął na niej istotne piętno. Jak na ironię, główną rolę w jego budowie odegrali wspomniani Azjaci. Wykorzystując
nośne hasło rabuj zrabowane, „znacjonalizowali” oni cały rosyjski majątek, likwidując przy tym bez litości jego
właścicieli. Według ich zamysłu, miało to stanowić krótszą drogę do celu, jakim było zagarnięcie wszystkich dóbr
materialnych świata. Zamiast mozolnie wysysać je ze społeczeństw, wystarczyło przeprowadzić „nacjonalizację” i de
facto właścicielami wszystkiego stawałi się w jednym momencie członkowie Politbiura Kompartii. Aby urzeczywistnić
ten cel w skali globalnej, należało zaprowadzić ten system na całym świecie. Stąd też hasło permanentnej rewolucji
światowej, głoszonej przez ideologa systemu, noszącego słowiański pseudonim Trocki. Świat został podzielony na trzy
częsci. Tak zwany pierwszy, kapitalistyczny Świat, stanowił bazę działania tradycyjnej finansjery. Drugi stanowił
wspomniany już obszar socjalistyczny, a trzeci biedne kraje postkolonialne.
Podobnie jak w erze kolonialnej, baza wytwórcza koncentrowała się w I-szym Świecie. Odbioracami produkcji (oprócz
rodzimych społeczeństw) były kraje postkolonialne, które obok rynku zbytu stanowiły bazę surowcową. Ze względów
ideowych, II-gi socjalistyczny Świat stworzył na własne potrzeby odrębną bazę produkcyjną. Podobnie jak w epoce
kolonialnej, finansjera wyzyskiwała kraje III-go Świata, utrzymując niskie ceny na surowce i inne produkty naturalne, a
wysokie na wyroby przemysłowe pochodzące z obszaru I-go Świata. Okruchy z pańskiego (finansjerskiego) stołu,
stanowiły podstawę dobrobytu społeczeństw I-go Świata, co dało podwaliny pod nieprawdziwy pogląd, że kapitalizm
jest ustrojem szczęśliwości ekonomicznej, a rozwinięte społeczeństwa kapitalistyczne są „lepsze” od pozostałych. W
rzeczywistości , zarówno dobrobyt jak i stanowiący jego pochodną ład i rozwój społeczny miały swe źródło w wyzysku
innych nacji a nie w specjalnych walorach ustroju, czy obywateli tych „przodujących” krajów. System akumulacji
bogactwa przebiegał więc w sposób podobny do tego z okresu kolonialnego, to znaczy z krajów III-go Świata do
kieszeni finansjery (nie licząc wspomnianych powyżej „okruchów”).
W charakterze dygresji, wypada tu dodać że wzmiankowana grupka bogaczy nazywana jest różnie, w zależności od
momentu historycznego i typu publikatora. Socjaliści zwali ich „burżujami”; w krajach kapitalistycznych zwano ich
plutokracją, finansjerą lub oligarchią; w globaliźmie poprawnym politycznie eufenizmem jest termin „inwestor”, lub
jeszcze lepiej bezosobowe określenie „rynek”. Za każdym razem jest jednak mowa o tej samej zorganizowanje grupie
oszustów i rabusiów.
W omawianym okresie podziału świata na trzy części, grupa ta (którą dla uproszczenia zwać będę „plutokracją”)
osiągnęła już znaczące rezultaty na polu obłędnego dzieła rabunku całego globalnego bogactwa. Proces „wysysania”
dóbr z krajów postkolonialnych był mocno zaawansowany; w socjaliźmie wszystko już należało do nich czyli było
„znacjonalizowane”.
Naturalne odruchy obronne rabowanych społeczeństw były zręcznie kanalizowane przez wojujący socjalizm, który
dotował, zbroił i kontrolował ruchy narodowowyzwoleńcze w III-cim Świecie. Jeżeli nawet któremuś ze sponsorowanych
przez plutokrację reżimów „powinęła się noga” i władzę przejął jakiś „marksistowski front wyzwolenia” to natychmiast
następowała tam „nacjonalizacja”, więc i tak majątek pozostawał w „swoich rękach”. Dodatkowym benefitem takiego
układu było to, że wszelkie próby zdemaskowania tego zbrodniczego systemu, maskowane były pryncypiami
ideologicznymi, czyli „walką socjalizmu z kapitalizmem”. Zacietrzewieni zwolennicy każdej z tych dwu ideologii nie byli w
stanie pojąć, że w rzeczywistości stanowiły one dwie strony tego samego medalu.
System ten obarczony był jednak istotną wadą. O ile sytuacja ekonomiczna w I-szym Świecie była wyśmienita, dając
tym samym plutokracji komfort spokoju społecznego, o tyle w II-gim elity kompartii miały niekończące się trudności.
Nieefektywna socjalistyczna gospodarka uginała się pod ciężarem zbrojeń i konieczności finansowania ruchów
narodowowyzwoleńczych i nowo powstających państw „demokracji ludowej”. Przepływ dóbr materialnych odbywał się
więc z II-go do III-go Świata.
I tak to, z powodu chronicznej niewydolności, system ten upadł po sześćdziesięciu latach, pomimo wydajnej ale cichej
pomocy zachodnich plutokratów.
O ile jednak system gospodarczy można zmienić w miarę szybko, o tyle zmiany świadomości trawją znacznie dłużej.
Nieudolność systemu, była odbierana przez społeczeństwa jako ich własna marność, powodując głęboko skrywany
kompleks niższości w stosunku do reszty Świata (nawet tego trzeciego). To z kolei wytworzyło specyficzny gatunek
człowieka określanego mianem homo sovieticus, znanego obecnie pod nazwą „europejczyk”. W kontaktach z obcymi,
samce tego gatunku charatkeryzują się skrajną służalczością, a samice nieodpartą potrzebą prostytuowania się z
nimi. Takie zachowania dają im ułudę awansu antropologicznego, łagodząc tym samym kompleks niższości. Taka
świadomość tłumaczy katastrofę jaka nastąpiła w momencie „otwarcia na Europę” tych izolowanych w okresie
socjalizmu społeczeństw, dodatkowo pozbawionych środków do życia w procesie „transformacji ustrojowej”.
Również kapitalizm wytworzył swoją odmianę homo: aroganckiego, ograniczonego umysłowo konsumenta.
W międzyczasie trockistowska awangarda socjalizmu, usunięta z ZSRR przez Stalina, zadomowiła się w USA. Po
krótkim romansie z tamtejszym lewactwem, zdając sobie sprawę z nieuchronnego upadku socjalizmu, włączyła się w
ruch konserwatywny, dominując go z czasem. Stąd też ich obecna nazwa-neokonserwatyści (neocons).
Moment upadku socjalizmu w II-gim świecie zwiastował nastanie nowej ery zwanej Globalizmem. Świat dzielił się odtąd
na dwie części: konsumentów i producentów. Kraje Trzeciego Świata stały się producentami, a I-go konsumentami.
Postsocjalistycznemu obszarowi przypadł „zaszczyt” dołączenia do „ekskluzywnego klubu bogatych”, czyli
konsumentów.
W krótkim czasie zlikwidowano w krajach takich jak Polska moce produkcyjne, zamieniając cały obszar w gigantyczny
rynek zbytu. Na potrzebę chwili ukuto nawet „teorię ekonomiczną” według której zrównoważony rozwój ekonomiczny
polega na niekończącym się kredytowaniu przez „kraje producenckie” zakupów dóbr dla „krajów konsumenckich”.
Dominującą formą gospodarczą konsumentów stała się tak zwana FIRE (finance-insurance-real estate) czyli
nieproduktywne dziedziny jakim są finanse, ubezpieczenia i handel nieruchomościami. W krajach Zachodu pozostał
jeszcze malejący ciągle sektor wysoko rozwiniętej technologicznie produkcji (high tech) takiej jak medyczna czy
farmaceutyczna. W miarę rozwoju tzw. know-how krajów Świata Producenckiego, jest ona również doń przenoszona
(offshoring). Wyjątek od tej reguły stanowi jedynie przemysł zbrojeniowy.
Nie trzeba być ekonomistą by pojąć, że katastrofa takiego systemu jest tylko sprawą czasu. O ile społeczeństwa
Europy Zachodniej wspierały nagromadzone poprzednio zasoby, a USA możność prawie nieograniczonej „produkcji”
waluty rezerwowej, o tyle kraje postkomunistyczne , nie posiadające takich możliwości, doprowadzone zostały do
katastrofy. W przypadku Polski równa się ona z zagładą narodową i biologiczną. Już w 1989 roku Polacy stanowili
mniejszość w morzu polskojęzycznego homo sovieticus, a dodatkowa masowa emigracja młodej generacji, przerwała
możliwość wymiany pokoleniowej społeczeństwa. W krótkim czasie udało się więc osiągnąć to, o czym marzyli
niemieccy i rosyjscy twórcy XX-wiecznej machiny zagłady. Zwyrodnienie spowodowane wprowadzeniem
„nowoczesnego, europejskiego systemu edukacji”, rozpad więzi międzyludzkich w skali micro (rodziny) i macro
(narodu), masowa prostytucja i dołączenie do tradycyjnej już plagi alkoholizmu, narkomanii, dokończyły dzieła
destrukcji.
Na „otarcie łez” powstawały jak grzyby po deszczu lśniące szkłem i stalą nowoczesne centra handlowe, a
skomercjalizowaną psyche postkomunistycznych społeczeństw krzepiono informacjami o zawrotnym rozwoju ich
gospodarek. Gospodarek FIRE, nie tworzącej miejsc pracy, a jedynie zyski plutokracji.
W prawie dwudziestoletniej już historii globalizmu, plutokracja nie tylko znacznie zwiększyła stan swego materialnego
posiadania, ale praktycznie zniewoliła cały system społeczno-polityczny. Z jednej strony otumaniała elektorat przy
pomocy mediów będących praktycznie w całości w jej rękach, z drugiej kontrolowała skorumpowanych polityków
wszystkich opcji politycznych. Gdy wśród klasy politycznej pojawiła się jakaś uczciwa nietuzinkowa postać, potężna
maszyna medialna niszczyła ją za pomocą oczerniania lub ośmieszania. Wyborcom pozostał więc wybór pomiędzy
mniejszym a większym złem. W Polsce można było swobodnie wybierać figurantów o polskich korzeniach takich jak
Krzaklewski czy Kaczyńscy lub agenturę o obcej etnicznie proweniencji, przegrupowującej się bez przerwy w celu
zmylenia wyborców, a obecnie reprezentowanej przez PO i LiD. Podobna sytuacja zaistniała w całej UE i USA.
Plutokracja rozzuchwalona sukcesem i całkowitą bezkarnością, tworzyła coraz to nowe pomysły zwiększenia swego
stanu posiadania i nieformalnej potęgi. Ta pozbawiona jakichkolwiek hamulców moralnych międzynarodowa grupa
przestępcza, przyczyniała się do tragedii milionów ludzi, w tym calych narodów (exemplum Polski), katastrofy
ekologicznej na skalę globalną, imperialnych wojen (e.g. Jugosławia, Irak) i w konsekwencji rozwoju
międzynarodowego teroryzmu.
W swoim obłędzie popełniła ona jednak kilka błędów.
Pierwszy to rozpętanie szeregu imperialnych wojen w Jugosławii, Iraku, Afganistanie, szykującej się obecnie w
Pakistanie i „numeru jeden” na waiting list w Iranie. Narzędziu ich działania, jakim w głównej mierze są Stany
Zjednoczone, nie udało się osiągnąć zamierzonych celów strategicznych w żadnym z wymienionych konfliktów.
Osiągnęły one natomiast dalszy wzrost niestabilności i grzęzną obecnie w bagnie konfliktów nie rokujących sukcesu w
przewidywalnej przyszłości. Astronomiczne koszta tych awantur nadszarpnęły natomiast pozycję dolara jako waluty
rezerwowej i spowodowały poważne trudności ekonomiczne supermocarstwa. Nic nie wskazuje na to by pozostająca
u władzy klika neokonserwatystów Busha, odpowiedzialna za rozpętanie tych konfliktów, miała zamiar zmienić swą
strategię.
Drugi błąd to wprowadzenie do i tak już patologicznego systemu finansowego tak zwanych inwestycji strukturalnych z
ich produktem „flagowym” CDO (Collateralized Debt Obligation), odpowiedzialnym za powstanie kryzysu finansowego i
jego rozprzestrzenienie się na inne gałęzie gospodarki światowej.
Rozwijający się obecnie globalny kryzys gospodarczy w połączeniu z dalszymi konfliktami zbrojnymi (e.g. Pakistan,
Iran), może doprowadzić do całkowitego załamania się globalistycznego systemu. Taki rozwój wypadków dałby
przynajmniej cień szansy na odzyskanie przez zniewolone pseudodemokracją społeczeństwa podmiotowości w życiu
społeczno-politycznym. Jednak w dalszym ciągu władza ekonomiczna pozostawałaby w rękach plutokracji. W celu
osiągnięcia autentycznej wolności, społeczeństwa musiałyby odzyskać zawłaszczoną przez nią gospodarkę.
Przeważającą formą własności w ekonomii globalistycznej jest tzw. „przedsiębiorstwo publiczne”, czyli spółka giełdowa
mająca masowy akcjonariat, w której wiodącą ale anonimową rolę odgrywa plutokracja. Własność prywatna i drobne
spółki rodzinne, będące fundamentem zdrowej gospodarki rynkowej, były w minionym globalistycznym dwudziestoleciu
bezlitośnie tępione. Nie dawały one bowiem plutokracji możliwości kontroli i kreowały niezależność indywidualnych
członków społeczeństwa.
Zasady funkcjonowania przedsiębiorstwa publicznego są w zasadzie identyczne z socjalistycznym państwowym.
Przedstawicielem właściciela (bezwolnej masy drobnych akcjonariuszy) jest wyobcowana z przedsiębiorstwa Rada
Nodzorcza (odpowiednik egzwekutywy partyjnej), która ze swego grona wyłania CEO (Chief Execuitive Officer-
Dyrektora Naczelnego). Ten z warstwy zawodowych executives (nomenklatury), dobiera kadrę kierowniczą. Składa
się ona z absolwentów przeróżnych szkół byznesu (odpowiednik szkółek marksizmu i leninizmu), tak zwanych rycerzy
MBA (Masters of Bullshit Administration). Jak w przypadku komunistycznej nomenklatury, jedynymi kwalifikacjami tej
kasty jest całkowity brak etyki zawodowej, nieokiełznana żądza władzy i pieniądza, oraz umiejętność manipulowania
zdegenerowanym systemem w celu osiągnięcia osobistych korzyści.
Firmy publiczne zgrupowane są przeważnie w wielkie wielobranżowe korporacje (holdingi) na podobieństwo
komunistycznych kombinatów.
W przedsiębiorstwach tych panuje, typowe dla organizacji państwowych, poczucie „niczyjości”, prywata, nepotyzm i
nieefektywność. Zamiast dostarczać dobry produkt czy usługę, nastawione są one na podwyższanie wartości akcji i
EPS (Earnings Per Share) czyli wartości stricte giełdowych, nie mających nic wspólnego z rynkiem.
Same giełdy stały się przybytkami globalistycznego ekonomicznego hazardu, gdzie miliony drobnych graczy
opętanych żądzą zysku, zostawia swe pieniądze plutokracji. Podobnie jak w kasynach Las Vegas, jedynymi ich
beneficientami są ich właściciele, ale pojedyńcze przypadki wygranych są w celach propagandowych mocno
nagłaśniane. Amerykańska NYSE (Wall Street) stała się wiodącym w świecie producentem szwindli i przekrętów.
Jedyną metodą odzyskania zawłaszczonej władzy ekonomicznej byłaby nacjonalizacja z mocy prawa wszystkich
publicznych firm i likwidacja giełd papierów wartościowych, czyli ta sama metoda jaką bliskowschodni Azjaci
zastosowali, odbierając prawowitym właścicielom ich majątki i którą powtórzyli w okresie „transformacji ustrojowej”,
zabierając je społeczeństwu dla plutokratycznego benefitu.
Uzyskane z funkcjonowania tych firm dochody, mogłyby być użyte na cele budżetowe, pozwalając znacznie obniżyć
podatki dla prywatnych firm i małych niegiełdowych spółek, oraz indywidualnych konsumentów. Spowodowałoby to
rozwój sektora prywatnego z jednej strony i wzrost konsumpcji (koniunktury) z drugiej. W miarę rozwoju sektora
prywatnego, państwo powinno odsprzedawać poszczególne jednobranżowe segmenty tych firm idnywidualnym
właścicielom, przeprowadzając tym samym rzeczywisą transformację z systemu socjalistyczo-globalistycznego do
prywatno-wolnorynkowego. Uzyskane w ten sposób fundusze możnaby przeznaczać na specjalne projekty takie jak
exemplum rozwój infrastruktury.
To wszystko mogłoby się udać pod warunkiem, że w zdegenerowanych społeczeństwach znajdzie się tych „dziesięciu
sprawiedliwych”. Jeżeli nie to podzielą one los Sodomy i Gomory.
Ignacy Nowopolski